Przejdź do głównej części strony

INTERIA.PL - Portal internetowy
Wiadomości Dolnośląskie

Nawigacja

Serwisy skojarzone

Górne menu

Zapach tajemnicy...

Najlepszym sposobem, żeby do niego trafić to iść za... zapachem. Kościółek św. Jana Nepomucena we Wrocławiu wydziela intensywną woń impregnowanego drewna. Każdy kto w nim był, wspomina tajemniczą aurę. Być może ona sprawiła, że został wybrany na kryjówkę przez... złodziei dzieł sztuki.

Z zewnątrz wygląda solidnie, ale ząb czasu wgryzł się już w wiele drewnianych zakamarków.

- Trzeba wymienić dach, bo przecieka, odnowić całe ogrodzenie, wymienić kilkadziesiąt zmurszałych desek - wymienia Ryszard Antonowicz, który społecznie opiekuje się zabytkiem. - Na razie kręcą się tu fachowcy, a ja tnę gałęzie, żeby nie przeszkadzały.

Zarząd Zieleni Miejskiej, który administruje całym Parkiem Szczytnickim, przygotowuje już projekt i ekspertyzę techniczną. Oprócz ogrodzenia i dachu zostanie zmodernizowana instalacja elektryczna i system odwadniania. Być może zostanie założony również monitoring.

Widać już pierwsze przygotowania do remontu - niektóre deski zostały opisane kredą, teren wokół budowli jest oczyszczany z krzewów i korzeni. Jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem za rok kościółek będzie pachniał świeższym impregnatem.

Zaczarowany zamek

Kościół św. Jana Nepomucena powstał w XVI w. w Starym Koźlu na terenie obecnego województwa opolskiego. W ramach ratowania zabytków został przeniesiony do Parku Szczytnickiego w 1913 r. z inicjatywy wrocławskiego architekta Theo Effenberga. Był wówczas elementem Wystawy Sztuki Ogrodowej i Cmentarnej, która odbywała się w ramach Wystawy Stulecia.

- Pamiętam, jak na niego pierwszy raz trafiłem będąc dzieckiem, jeszcze w latach 50-tych - wspomina wrocławianin Włodzimierz Kita. - Park Szczytnicki był wtedy zarośnięty jak las. Przedzierałem się przez chaszcze i stanąłem jak wryty. Było tak, jakbym odkrył jakiś zaczarowany zamek!

Złodziejska dziupla

Nie tylko dzieci doceniły jego fantastyczne właściwości. W 1957 roku wybrali go na kryjówkę złodzieje dzieł sztuki. Ukryli tam ukradzione z Muzeum Śląskiego, obecnie Muzeum Narodowego, obrazy m.in. Matejki, Gierymskiego i Kossaka. Złodzieje byli nieuchwytni jak duchy, choć doprowadzali ówczesną milicję do białej gorączki, publikując w gazetach żądania potężnego okupu. Dopiero w 1966 roku okazało się, że poszukiwane już w całej Polsce obrazy przez te wszystkie lata leżały... w kościółku, za ołtarzem, pod deską w podwójnym stropie. Przetrwały ponoć w całkiem w niezłym stanie.

Jednak cudowne właściwości kościółka w pełni ujawniły się dopiero podczas powodzi w 1997 roku. Woda zalała pobliski Ogród Japoński, ale deski kościółka nawet nie stały w kałuży. Woda go ominęła - być może dlatego, że jego patronem jest św. Jan Nepomucen patron od rzek i powodzi.

Pusta szopa?

Obiekt jest wyjątkowy, jednak niewiele osób go zwiedza. Turyści chodzą na Pergolę, do Ogrodu Japońskiego, kościółek omijając łukiem. Niełatwo go zauważyć wśród wysokich drzew, nie ma żadnych drogowskazów.

- No i środek bardzo rozczarowuje - mówi Milena, studentka pierwszego roku. - Pochodzę z opolszczyzny, takich kościółków nie ma tam wiele, ale w tych co zostały, wystrój jest o wiele bogatszy. W tym, oprócz pocztówek, nic nie ma.

Do 1966 roku kościółek należał do parafii Matki Boskiej Pocieszenia z ulicy Wittiga. Odbywały się w nim nabożeństwa. Władze kościelne przekazały obiekt PTTK, zabierając jednocześnie cały jego sakralny wystrój. Obecnie środek przypominałby bardziej starą szopę, gdyby nie Ryszard Antonowicz. Ze swej małej emerytury kupuje święte obrazy i wiesza je w miejscu gdzie stał ołtarz. Dzieła sztuki to nie są, ale przynajmniej ożywiają wnętrze.

- Niektórym taki surowy wystrój się bardzo podoba - chwali się Ryszard Antonowicz. - Wiele razy odbywały się tutaj śluby. Państwo młodzi wychodzili z kościółka jak zaczarowani!

Robert Włodarek

źródło informacji: wroclaw24.net


Dodatki

Oferty samochodowe

Raport specjalny

Zgłoś wydarzenie

Oferty pracy w Twoim regionie


Informacje dodatkowe