Dostępne artykuły
Już w środę 30 sierpnia starosta Suszyński uszczegółowił swoje zarządzenie w sprawie kontroli cen i dostępności żywności dla mieszkańców. Apelował do burmistrza, wójtów i komendanta Posterunku Policji Państwowej, żeby w przypadku zauważenia braku jakichkolwiek artykułów pierwszej potrzeby natychmiast stwierdzali przyczynę tego stanu rzeczy i powiadamiali go o takim przypadku. Podkreślam, że do spraw tych przywiązuję wielką wagę i za niedociągnięcia w tym względzie czynię Panów odpowiedzialnym - napisał starosta.
Zapas benzyny
Burmistrz Czyszewski zadbał ponadto, by u Zdzisławy Szulczewskiej i Metodego Urbańskiego zarezerwować i stale mieć w pogotowiu zapasy benzyny na potrzeby wojska. Najpierw w piśmie z 30 sierpnia pisał do nich o 500 l benzyny, potem w nowym piśmie z tego samego dnia zmienił na 750 l benzyny.
Zgrzyt na torach
Do pilnowania obiektów kolejowych zostali m.in. powołani decyzją burmistrza Czyszewskiego: Ludwik Nowicki, Jan Płoszyński, Stanisław Krusieński oraz Franciszek Jałoszyński. Komendant Straży Gminnej Kazimierz Nowicki wyznaczył im w środę 30 sierpnia służbę od 2400 do 800 rano. O 745 zebrali się na peronie dworca kolejowej w Mogilnie, by zdać służbę następnej grupie Straży Gminnej w składzie: Bernard Radomski, Roman Kosiak, Stanisław Palus, Piotr Gembiak i Adam Wanierowicz.
Wtedy podszedł do nich zawiadowca odcinka drogowego Narucki. Zapytał nas się w ostrym tonie, co szukamy na terenie kolejowym. W grzecznej formie wytłumaczyliśmy mu, że zostaliśmy powołani do Straży Gminnej i pełnimy służbę przy pilnowaniu obiektów kolejowych, na co p. Narucki wpadł w złość i zaciskając pięści oraz grożąc, podniesionym głosem zaczął krzyczeć: "Ja was karzę zaaresztować! Precz mi!" itp. zwroty. Widząc to, że p. Narucki nie jest opanowany, zeszliśmy z terenu kolejowego - członkowie Straży Gminnej spisali protokół z tego, co się działo na peronie dworca kolejowego.30 sierpnia burmistrz Czyszewski powiadomił o wszystkim starostę.
Za konie i wozy
Tego samego dnia telefonogram przygotowany w zastępstwie starosty mogileńskiego przez podreferendarza Starostwa Powiatowego Pijarowskiego trafił do burmistrza miasta. Starosta apelował, by wszyscy zainteresowani w mieście i gminie Mogilno (na wsiach informacje mieli przekazać sołtysi), którym zarekwirowano konie z uprzężą i wozy, mieli zgłaszać się od 30 sierpnia do kasy Urzędu Skarbowego w Mogilnie, gdzie będą wypłacane im należności według kwot wyszczególnionych na dowodach pobrania.
Również w niedzielę burmistrz Mogilna otrzymał telefonogram oznakowany jako bardzo pilne. Mówił on o skierowaniu 72 robotników z łopatami, którzy natychmiast po otrzymaniu zarządzenia mieli się zgłosić do zawiadowcy stacji kolejowej po dalsze konkretne wskazówki. Starosta zaznaczył w informacji, że: Z uwagi na pilność sprawy należy stosować wezwania ustne.
Do burmistrza trafił jeszcze jeden telefonogram o skierowaniu kolejnych 30 robotników z łopatami do zawiadowcy stacji kolejowej w Mogilnie po wskazówki.
Maski, tampony do 2100
Niebezpieczeństwo wybuchu wojny musiało być bardzo realne, gdyż późnym wieczorem w środę 30 sierpnia starosta Suszyński skierował poufny telegram do burmistrza Mogilna. Nadal go Wesołowski. Wpłynął on do Zarządu Miejskiego już następnego dnia, 5 minut po północy w przeddzień wybuchu wojny 31 sierpnia. Starosta apelował, by: (...) nie czynić przeszkód w handlu do godziny 21-ej przedsiębiorstwom sprzedającym artykuły-materiały z dziedziny przygotowań przeciwlotniczo-gazowej ludności. Starosta wymienia dalej, że chodzi mu o takie artykuły, jak: maski, maseczki, tampony przeciwgazowe, wszelkiego rodzaju materiały uszczelniające oraz materiały ratowniczo-sanitarne.
Poufny telegram odebrał w Urzędzie Miejskim J. Młynarczyk.
Ludność musi mieć jedzenie
Po dwóch dniach, w czwartek 31 sierpnia ponownie powróciła sprawa żywności. Burmistrz Czyszewski pismem zakazał Spółce Zużytkowania Bydła Jakuba Heniga dokonywania odsprzedaży na inne tereny żywca zakupionego na terenie Mogilna i okolicy. Wszelki zakupiony żywiec przez tamt. Spółkę może być tylko odsprzedany Cechowi Rzeźnickiemu w Mogilnie - burmistrz zagroził w przeciwnym wypadku konsekwencjami dla właściciela SZB.Jednocześnie tego samego dnia zostało przez burmistrza Czyszewskiego wysłane pismo do wszystkich mogileńskich rzeźników. Po raz kolejny burmistrz przypomniał, że rzeźnicy nie mogą za mięso i jego przetwory pobierać cen wyższych niż ustalone przez starostę w dniu 5 sierpnia 1939 r. Burmistrz wzywał rzeźników, by zapewnili sobie taką ilość zwierząt rzeźnych: (...) by ani godziny nie zabrakło dla ludności mięsa, słoniny, smalcu i wyrobów mięsnych. Pismo do rzeźników kończy słowami: Jeszcze raz zaznaczam, że nie może być mowy, by zabrakło u Pana smalcu i słoniny.
Zachować postawę
Bardzo ważny telefonogram - prezentujący podejście mogileńskich władz do nieuchronnie zbliżającej się hitlerowskiej agresji - został 31 sierpnia nadany do burmistrza Mogilna przez starostę Suszyńskiego. Nadal go Pawlak, a odebrał w Urzędzie Miejskim, Białęcki o 1620. Ze względu na jego wagę cytujemy go w całości: Zachodzą wypadki naruszania granic przez grupy wojskowe i dezercyjne, przy czym padają strzały. Wypadki takie zapewne będą powtarzały się, może nawet często. Wszystkie organa w powiecie winny zachować zimną i spokojną postawę. To samo należy wpoić w ludność przy pomocy najszerzej użytego czynnika społecznego. Nie może w powiecie powstawać niepokój albo panika, ponieważ właściwie to obce czynniki chcą osiągnąć przez najście granic. Polecenie niniejsze należy wykonać jak najdokładniej.
Cieśle, kowale...
Na kilka godzin przed wejściem hitlerowców do Polski starosta Suszyński dostarczył 31 sierpnia do burmistrza telegram, by ten powołał do wykonania obowiązku osobistych świadczeń wojennych wszystkich cieśli, kowali, murarzy, betoniarzy, stolarzy i brukarzy.
Burmistrz Czyszewski takie wezwania wysłał do 16 osób tego samego dnia o 2135. Wezwania otrzymali:
* cieśle - Stefan Maciejewski z ul. Kausa 12 i Marian Hertig z pl. Marszałka Piłsudskiego 27;
* kowale - Józef Szmyt z ul. Sądowej 2, Walenty Walenciak z ul. Kausa 7, Mieczysław Wasielewski z ul. Kausa 27 i Władysław Piechociński z ul. Kausa 30a;
* murarze - Władysław Linke z ul. ks. Wawrzyniaka 11 i Józef Lewandowski z ul. Mickiewicza 1;
* betoniarze - Kazimierz Białęcki z ul. Jagiełły 11 i Czesław Cieślewicz z ul. Kausa 35;
* brukarze - Ryszard Zuhlke z ul. Sądowej i Maksymilian Zuhlke z ul. Kausa 7;
* stolarze - Jan Strzeżyński z ul. Wybudowanie 7, Józef Adryan z ul. Wawrzyniaka 18, Wojciech Nowicki z ul. Kausa 17 i Mieczysław Bukowski z ul. Wawrzyniaka 7.
Wymienieni mieszkańcy Mogilna mieli stawić się następnego dnia, 1 września 1939 r. o 600 rano w Bystrzycy naprzeciwko dawnej szkoły katolickiej. Cieśle i stolarze mieli zabrać ze sobą piły i siekiery. Na miejscu mieli otrzymać dalsze wskazówki.
Starosta apelował do burmistrza (pisownia oryginalna): - Dopilnować, by wszyscy wezwani wyruszyli do miejsca w takim czasie, by o 6 rano dnia 1.9. byli na miejscu. Gdy zjawili się w Bystrzycy do budowy umocnień obronnych, od godziny i 15 minut na terenie Polski trwała już wojna.
Mogilno liczyło w styczniu 1939 roku - 5.811 mieszkańców.
Mniejszość niemiecka liczyła w styczniu 1939 r. - 228 mieszkańców, co stanowiło 3,9% ogółu mieszkańców.
Mniejszość żydowska liczyła w 1935 r. - 14 mieszkańców, co stanowiło 0,3% ogółu mieszkańców.
Polacy stanowili w styczniu 1939 r. - 95,8% ogółu mieszkańców miasta.
Marek Holak





















Twój komentarz może być pierwszy!