Przejdź do głównej części strony

INTERIA.PL - Portal internetowy
Wiadomości Łódzkie

Nawigacja

Serwisy skojarzone

Górne menu

Jechała taksówką - zaczęła rodzić

Chociaż pan Jacek Ryczkowski jeździ taksówką już 16 lat, taka sytuacja przytrafiła mu się po raz pierwszy. Pasażerka, którą wiózł, w trakcie kursu zaczęła rodzić. Wszystko potoczyło się błyskawicznie - ani się obejrzeli, a na świecie pojawił się nowy człowiek... Jak się okazało - chłopiec.

Taksówkarz zapewnia, że długo tego kursu nie zapomni...
Taksówkarz zapewnia, że długo tego kursu nie zapomni... /© Bauer

Do zdarzenia doszło dziś około ósmej rano na wysokości ul. Obywatelskiej 183 w Łodzi.

- Dostałem normalne zlecenie na kurs do szpitala im. Kopernika w Łodzi. Do taksówki wsiadła pani w zaawansowanej ciąży, z synem w wieku około 15-16 lat. W połowie drogi zaczęła krzyczeć "nie dam rady dojechać, będę rodzić".

Zadzwoniłem na pogotowie, tam poinformowano mnie, co powinienem zrobić. Zatrzymałem się, rozłożyłem koc na trawie i czekaliśmy na pogotowie, ale to poszło bardzo szybko - wszystko trwało 2, 3 minuty i za chwile dziecko leżało na kocu - powiedział INTERIA.PL Jacek Ryczkowski, taksówkarz, który uczestniczył w porodzie.

- Dziecko na początku się ruszało, potem przestało. Zacząłem krzyczeć, by wezwać pomoc, wybiegła pani z pobliskiego zakładu, poklepała dziecko i znów zaczęło się ruszać - dodał.

Kobieta, która pospieszyła rodzącej z pomocą, to pani Alicja Cicha, pracująca w firmie Comitor, w pobliżu której zatrzymała się taksówka.

- Dziecko leżało bezwładnie, podniosłam je, zaczęłam leciutko opukiwać, by złapało pierwszy haust powietrza. Niemowlę zaczęło zaraz płakać, Kierowca taksówki zdjął koszulę i okryliśmy je - relacjonuje w rozmowie z INTERIA.PL pani Alicja.

- Cieszę się, że z dzieckiem jest wszystko w porządku. Są porody, które wymagają interwencji nie tylko położnej, ale także lekarza, tu akurat na szczęście nie było takiej konieczności - dodaje pani Alicja, która sama jest matką - ma dorosłą córkę.

- Są takie programy w telewizji, gdzie można zobaczy, co robi położna. Wiedziałam, że dziecko musi złapać oddech. To wszystko trwało - według mnie sekundy. Człowiek w takich chwilach robi to, co wydaje mu się najsłuszniejsze - odpowiada pani Alicja na pytanie, skąd wiedziała, jak w tej sytuacji się zachować.

Pani Alicja Cicha i pan Jacek Ryczkowski zgodnie twierdzą, że cieszą się, że wszystko skończyło się dobrze, ale przyznają, że woleliby w przyszłości uniknąć takich ekstremalnych sytuacji.

- Niesamowite przeżycie. Nie wiem, do czego to porównać. Nie chciałbym tego przeżyć jeszcze raz. Finał był szczęśliwy, ale zapowiadało się naprawdę nieciekawie - zapewnia Jacek Ryczkowski.

Ewa Mickiewicz

źródło informacji: INTERIA.PL

Więcej o:
poród,
Łódź,
dziecko,
Narodziny,
kobieta,
taksówka,
taksówkarze,
matka

Dodatki


Twój komentarz może być pierwszy!

Aby dodać komentarz należy wypełnić pola treść i podpis.

Informacje dodatkowe